O wypaleniu, podróżach i powrocie do pracy w korporacji na zdrowych zasadach


Praca w dynamicznym zespole w branży farmaceutycznej – wydaje się wymarzonym początkiem kariery i spełnieniem zawodowych marzeń. Jednak zamiłowanie do zawodu nie zawsze idzie w parze z relacjami na płaszczyźnie pracownik pracodawca, czy ludzkimi oczekiwaniami biznesowej sprawiedliwości.

Tak było w przypadku Kamili – członkini zespołu badawczego w jednej z prestiżowych firm, gdzie od początku działała z pełnym zaangażowaniem i perfekcjonizmem. Sześcioletnie sprawowanie funkcji projekt menagera stworzyło silne poczucie więzi z zespołem, toteż decyzja o odejściu z pracy była bardzo trudna, ale konieczna.

Czerwona lampka zapaliła się, gdy zadania wykonywane dotąd terminowo przestały mieścić się w ramach 50h tygodnia pracy (już od kilku lat jej praca przekraczała 40h tygodniowo) i przyszedł czas na coraz częstsze zostawanie po godzinach, które mimo wszystko nie przynosiło oczekiwanych rezultatów. Zespół potrzebował wsparcia w postaci dodatkowej liczby osób, na co pracodawca nie zwracał uwagi. Początkowo pojawiła się nerwowość i frustracja okazywana w pracy. Poziom stresu podwyższał się, a złość zaczęła być okazywana formalnie – również w oschłej korespondencji z pracodawcą. Bliscy Kamili dawali jej odczuć, że dzieje się coś złego. Szukając sposobu na poradzenie sobie z sytuacją zapisała się na coaching, który pomógł w przepracowaniu tematu i głębszym zrozumieniu swojego położenia. Siłę odnajdywała również w sporcie – crossfit pozwalał na danie ujścia emocjom, był motywatorem do dalszego zmagania i wyjścia z bierności jaka ją otaczała. Podjęła walkę o siebie i swój czas.

Perfekcjonistyczne podejście do wykonywanych obowiązków trzymało ją w ryzach… do czasu, gdy zaplanowany z kilku miesięcznym wyprzedzeniem urlop, którego uwieńczeniem miała być zagraniczna wyprawa zawisł pod znakiem zapytania. Kierownictwo oczekiwało dokończenia projektu, którego wykonanie w tak małym zespole było niemożliwe. Wyjść było kilka- wybrała to, które wymagało od niej olbrzymich nakładów pracy. By nie zrezygnować z należnego urlopu, tydzień przed jego rozpoczęciem urządziła sobie istny maraton – pracowała 24 godziny. Jej aktywność zwiększyła się do 80h tygodniowo. Projekt udało się zamknąć, kosztem pracy ponad siły, nieprzespanych nocy i dwoma dniami urlopu wyjętymi z powodu wycieńczenia. Kryzysowa sytuacja przyniosła myśl o złożeniu wymówienia po powrocie. Praca w tej branży pozwala na zabezpieczenie finansowe, więc gdy zaistniał konflikt w pracy Kamila zaczęła gromadzić oszczędności, przewidując, że może nie podołać sytuacji.

Z wielu stron otrzymywała sygnały ostrzegawcze, które dotarły do niej dopiero, gdy trzykrotnie pojawił się niepohamowany płacz w miejscu pracy i przyszła jej nieodparta ochota by wszystko rzucić i wyjść. Tak też zrobiła, kierując się w kierunku szpitalnej poradni. Przeszła podstawowe badania, które nie budziły zastrzeżeń. Rozbicie emocjonalne zauważyła przyjmująca ją pielęgniarka, dając kontakt do psychologa i psychiatry. Po konsultacji zapisała się na terapię, otrzymała miesięczne zwolnienie, które na potrzeby pozamykania spraw zawodowych skróciła do 8 dni. Urlop był czasem na czytanie książek, leżenie na kocu w parku, jazdę rowerem i radosne odpoczywanie.

Po powrocie do pracy atmosfera stała się jeszcze bardziej nieprzyjemna. Pojawiły się pretensje zespołu za pozostawienie z nadmiarem pracy i silne poczucie osamotnienia oraz braku wsparcia z drugiej strony. Zacieśniała się pułapka priorytetów, które były tak samo ważne. Rosła presja wymagań, którym nie da sie sprostać, mieszana z poczuciem obowiązku i niezrozumienia. Sytuacja odbiła sie również na życiu prywatnym – relacje z partnerem zaczęły sie psuć. Kamila dojrzała do decyzji o odejściu z pracy. Ta chwila oddechu, którego potrzebowała trwała pół roku i była niezwykłą przygodą w kierunku odzyskania równowagi i pogodzenia się z samą sobą. Okres pozostawania bez pracy przeplatał się z niechęcią przed podjęciem nowej, 2 miesięczną wyprowadzką z Polski, która okazała się być plastrem na ranę i czasem na odkrywanie pasji.Komfort finansowy ochronił ją przed ciśnieniem i presją związaną z podjęciem nowej pracy, na której poszukiwanie w pierwszej chwili nie miała energii, ani entuzjazmu. Doświadczyła autentycznej radości ze spokoju, którego dotychczas jej brakowało, nauczyła sobie razić z życiem poza korporacyjną wygodą, odbyła kurs masażu relaksacyjnego, zapisała się na jogę, miała czas na ulubioną beztroską jazdę rowerem. Zajęła się fotografowaniem, zrobiła wystawę swoich zdjęć.

Jak jest teraz? Opór przed pójściem do pracy znikł, rozwiały się obawy. Kamila podjęła nową pracę w tej samej branży. Podobna tematyka, zakres obowiązków, tylko jakość pracy zdecydowanie lepsza. Umie przyznać przed sobą i innymi ze z czymś sie nie wyrabia. Dba o siebie i o zachowanie balansu w życiu. Reguluje czas pracy, nie wyrabia nadgodzin. Zrezygnowała z wyznawanego dotychczas podejścia supermena –rozumie, że niektórych rzeczy nie da się przeskoczyć, a w perfekcyjności można się pogubić. Pracuje w miejscu, gdzie jakość pracy jest wysoka, a pracownikowi daje się elastyczność działania. Ludzie słuchają, reagują. Ma komfort i wsparcie przełożonych. Zrozumiała, że z niektórych sytuacji nie ma wyjścia i trzeba zwyczajnie odpuścić. Dała sobie przyzwolenie na zastępowalność, której nie akceptowała wcześniej.

Uważa, że mimo tego co się wydarzyło, miała wielkie szczęście, bo pomoc przyszła na czas i to ze zdwojoną siłą – nie tylko od bliskich, ale też dzięki coachingowi i terapii. Z perspektywy czasu dostrzegła, że walka z wiatrakami trwała zbyt długo. Przez nią utraciła optykę widzenia. Nie była w stanie zrozumieć błędów w zarządzaniu. Dziś wie, że z przełożonym można mieć dobrą relację, że można doświadczyć w korporacji dbałości o pracownika i zwolnić tempo.

 

Historię wysłuchała i spisała Dorota Siwek

Imię bohaterki zostało, zgodnie z jej życzeniem, zmienione.

.