Work-life balance – utopia czy realna możliwość


„Bóg umieścił mnie na Ziemi, abym wykonał określoną liczbę spraw. W obecnej chwili mam takie zaległości, że chyba nigdy nie umrę” mawiał bohater jednej z kreskówek. Odczucie to towarzyszy wielu z nas. Natłok codziennych spraw, ciągła pogoń za uciekającym czasem, tak zwane  „bycie w niedoczasie”. Doba trwa 24 godziny. Z tego 12-14 godzin niektórzy spędzają w pracy. Pracy, w której na 10 zadań do wykonania „na już”, wszystkie są priorytetami. Trudno mówić w takiej sytuacji o poczuciu równowagi…

Czym jest równowaga, w sensie o którym myślę, czyli utrzymywania równowagi pomiędzy życiem osobistym a pracą?

Work-Life Balance oznacza zachowanie harmonii między życiem zawodowym i życiem prywatnym, nie ograniczając przy tym potrzeby samorealizacji, ale zwracając uwagę na jej wielowymiarowość. Potrzeba samorealizacji, w tym kontekście, odnosi się również do innych aspektów życia niż życie zawodowe.

Zdarzyło mi się wielokrotnie, w rozmowach z menadżerami, tłumaczyć termin work-life balance. I wielokrotnie słyszałam zadawane z ironicznym uśmiechem pytanie: „A co to jest życie osobiste?” Uwagi tego rodzaju wypowiadane są zwykle żartobliwym tonem jednak niosą ze sobą bardzo poważne przesłanie. Jeśli zadajesz takie pytanie to znak, że czas się na chwilę zatrzymać i rozejrzeć wokół siebie…

Wydaje się, że pracowanie po kilkanaście godzin na dobę jest w modzie, bo związane jest bezpośrednio z osiąganiem sukcesu zawodowego. Co więcej, świadczy o życiowej zaradności i przedsiębiorczości. Pracoholizm stał się jednym z najbardziej szlachetnych uzależnień. Jest na niego przyzwolenie społeczne. Taki sposób myślenia i działania może być jednak bardzo niebezpieczny. Przestrogą niech będzie dla nas zjawisko, określane w Japonii mianem „karoshi”, które oznacza nagłą śmierć wynikającą ze stresu i przepracowania.

W niektórych firmach wprowadza się programy budowania równowagi między pracą zawodową a życiem osobistym.  Zarządzający zaczynają rozumieć, że produktywność nie jest pochodną czasu spędzanego w pracy, a raczej energii zainwestowanej w nią. Dlatego eksperymentują z nowymi formami pracy dla osiągnięcia większej elastyczności. Coraz więcej jest umów cywilnych zawieranych z pracownikami, umów o współpracy na zasadzie prowadzenia własnej działalności gospodarczej. Zdarza się również, że pracownik może wykonywać swoją pracę z domu. Wszystko to sprzyja elastyczności. Ale uwaga – elastyczność, tak jak wynagrodzenie, trzeba sobie wynegocjować! Żaden pracodawca nie zna naszych potrzeb lepiej od nas samych. Dlatego zawsze warto (i należy!) proponować rozwiązania, które mogą satysfakcjonować obie strony – także pracobiorcę!

Wyzwania, jakie stoją przed menedżerami, którzy pragną promować work-life balance, to nie tylko potrzeba uelastycznienia trybu pracy. To również kreowanie realistycznych celów biznesowych, zorientowanych na wyniki pracy a nie na czas pracy, eliminowanie niepotrzebnych zadań oraz wspieranie pracowników w realizacji ich potrzeb – zarówno zawodowych jak i osobistych.

Jak zatem promować ideę  work-life balance? Jak „zagospodarować” z jednej strony potrzeby pracodawcy i wymagającego, bardzo konkurencyjnego rynku a z drugiej potrzeby pracownika, jego niezależność, życie rodzinne, potrzebę rozwoju, wypoczynku itp.

Uważam, że należy zacząć od… siebie. Odkryć na czym polega równowaga dla nas samych oraz jak ją utrzymywać, a jeśli na jakiś czas ją utracimy, jak do niej wracać. Jeśli uda nam się zatrzymać, poobserwować siebie, możemy odkryć, że równowaga jest czymś więcej niż podział godzin pracy oraz życia osobistego, jest też czymś więcej niż zapełnianie czasu wolnego jakimś hobby czy chodzeniem na fitness. Jest poczuciem, że istniejemy w pełni, mamy satysfakcję z życia w wielu aspektach. Wiąże się również z faktem, że chcemy i umiemy odpoczywać. Mamy też poczucie, że realizujemy w życiu to, na czym najbardziej nam zależy, że znamy swoje wartości i priorytety. Bycie w stanie równowagi, to bycie „tu i teraz”, gdy coś robimy.

Często zdarza się, że myśli o nie załatwionych sprawach zaprzątają nam głowę długo po wyjściu z pracy. To jest w jakiś sposób naturalne. Nie jest jednak dobrze, gdy nie potrafimy się od tych myśli oderwać. Cierpi na tym i nasza rodzina, i życie zawodowe, bo w żadnym przypadku nie jesteśmy w pełni efektywni. Pomocnym narzędziem jest uświadomienie sobie naszej hierarchii wartości. Jeżeli na przykład okaże się, że wartością istotną dla menedżera jest rodzina, przebywając w stanie równowagi wewnętrznej będzie on mógł w spokoju zjeść obiad w rodzinnym gronie, gdy jest w domu i myśleć o pracy, gdy będzie w pracy. Oczywiście oprócz uświadomienia sobie hierarchii wartości, potrzeba jeszcze konsekwencji i pracy nad sobą, aby zmienić nawyki i dostosować je nie tylko do potrzeb pracodawcy ale także do swoich własnych. Z moich doświadczeń wynika, że hierarchia wartości zmienia się zależnie od wieku i doświadczeń życiowych. Zauważyłam między innymi, że ludzie z dłuższym stażem pracy, wpisują na początku w liście swoich wartości zdrowie. Z  młodszymi bywa różnie. Pojawia się w hierarchii wartości rozwój, a zdrowie czasami gdzieś umyka…

Work-life balance łączy się  również z odkryciem własnych źródeł mocy, tego, co nas wzmacnia i uaktywnia naszą energię, w odróżnieniu od tego, co nam ją zabiera. Warto zatem zastanowić się co lubimy w pracy, a czego nie? Należy odpowiedzieć sobie na pytanie czy i jak odpoczywamy? Co sprzyja regeneracji naszego organizmu? Uwaga – dla jednego „regeneracja” może oznaczać 3 godziny na siłowni a inny potrzebuje posiedzieć w ciszy i np. poczytać – jesteśmy różni!

Co jest potrzebne by zachować work-life balance? Odpowiednia ilość snu, właściwe odżywianie się, realistyczne cele zawodowe i prywatne, regeneracja pozwalająca odbudować siły. To podstawy. Reszta zależy od każdego z nas.

Richard Abdo  (naczelny Dyrektor Wisconsin Energy, przedsiębiorstwa, którego obroty wynoszą dwa miliardy dolarów rocznie) , trzyma się powziętego kiedyś postanowienia:

„Choćbym miał nie wiadomo ile  pracy, muszę zarezerwować  sobie osiem godzin tygodniowo na samotne przemyślenie wszystkiego”

Życzę zatem owocnych  przemyśleń.

Beata  Stępniak-Furkałowska

www.meritum-c.com.pl