Poszukiwanie pasji


Jeszcze kilka lat temu zapytana co jest moją pasją, musiałabym się mocno zastanawiać co mądrego powiedzieć. Miałam wiele planów, marzeń i jeszcze więcej obaw jak to wszystko zrealizować. Na marzeniach zazwyczaj się kończyło. Przy takim podejściu nie trudno wpaść w pułapkę myślenia typu: za młoda jestem, za stara, nie mam pieniędzy, odwagi i najważniejsze: sama nie wiem czego chcę.

To prawda, że nie łatwo odnaleźć prawdziwą pasję. Ale właśnie dlatego smakuje ona tak dobrze…

Jak ją znaleźć? Po prostu szukać. Chyba nikt nie odkrył jej inaczej niż próbując wielu rzeczy, wchodząc tam, gdzie nas jeszcze nie było. A gdzie szukać? Wszędzie. Dosłownie. I patrzeć co spowoduje, że serce bije mocniej, my mamy gęsią skórkę, a w oku pojawia się ten charakterystyczny błysk. Proponuję też pytać innych jak odnaleźli swoją pasję, a jeśli się nam spodoba, to pójść w ich ślady, najlepiej pytając wcześniej o to, którędy najbliżej do celu. Trzeba sobie w życiu szukać mentorów po to, żeby nie wyważać otwartych drzwi. Trzeba też żyć marzeniami, ale tylko swoimi, a nie marzeniami innych. Nie bać się chodzić pod prąd i przyjąć do wiadomości, że porażka, tak samo jak sukces, jest elementem koniecznym do życiowej równowagi.

Bywa, że pasja w sercu dojrzewa długo, ale żeby zachwycała na co dzień, musi się gotować na buzującym ogniu, musi się dziać…

Pasja jest jak magiczny klucz do drzwi. Kiedy ją znajdziesz, w pół sekundy będziesz wiedzieć, że to jest to. Nie zapomnę nigdy mojego pierwszego lotu szybowcem. Zachwyciłam się tymi pięknymi maszynami od kiedy pierwszy raz zobaczyłam je w Alpach. Były cudne, majestatyczne, ciche i do tego to poczucie wolności i przestrzeni zagrało mi w sercu od pierwszej chwili. Nie chciałam jednak zaryzykować kursu szybowcowego bez pewności, że nie dostanę zawału serca na wysokości. Pierwszy lot trwał krótko, ale trudno byłoby zapomnieć takie emocje. Te kilka minut w powietrzu były dla mnie jak wspomniany klucz. Nie potrzebowałam więcej argumentów. Potem wszystko, co mogło mi utrudnić zrobienie szkolenia szybowcowego, jakimś magicznym niemalże sposobem, znikało z podjęciem pierwszego kroku. Nie było łatwo, to prawda, bo smak wielkich zwycięstw odkrywa się dopiero, kiedy mamy okazję zmierzyć się z własnym strachem i przekroczyć granice, które wydawały się nie do przekroczenia. Ale dziś zdecydowanie mogę powiedzieć, że było warto.

Kiedyś znajomy powiedział mi, że pasja jest tam, gdzie robiąc coś zauważasz, że zegarek pokazuje jakieś cyferki, które mimo wszystko nie oznaczają upływającego czasu, a Ty inwestując w pasję masz wrażenie, że kupujesz coś, czego nie da się wycenić żadną walutą ani wyrazić wartością nominałów.

Widok stada młodych bocianów, uczących się latać poniżej szybowca, który pilotuję, czy choćby widok zachodzącego słońca na kilkuset metrach to momenty, które na bardzo długo zostają w pamięci, a wspomnienia o nich są jak witamina szczęścia w chwilach, kiedy coś idzie pod górkę. Tego nie da się zrozumieć oglądając czyjeś zdjęcia czy film. Tu trzeba poczuć ten dreszczyk emocji, przeplatający się ze strachem i zachwytem. A potem wrócić na ziemię i powiedzieć sobie, że właśnie w tej chwili dane mi było przeżyć coś, o czym niektórzy będą tylko całe życie marzyć.

Czym zatem różni się życie z pasją od tego bez niej? Odważę się powiedzieć, że sensem, bo pasja zmienia sens życia, a przynajmniej zmieniła sens mojego.

I na koniec: pasja nie zastępuje wszystkiego w życiu, ale jest jego istotnym elementem. Jak wiele innych osób pracuję codziennie, mam rodzinę, a po godzinach jestem szefem fundacji, którą założyłam i pilotem. Prowadzę różne projekty, tańczę, organizuję warsztaty i biorę udział w wielu przedsięwzięciach. Mam czas na czytanie książek, wakacje i wypady na kawę z przyjaciółmi. Regularnie zdarzają mi się całodniowe wypady na lotnisko i długie szybowcowe spacery pod chmurką. Pasja nie zabrała mi czasu na to wszystko i na wiele innych rzeczy, ale raczej ułożyła moje życiowe priorytety w innej kolejności. I najważniejsze: dodała całemu życiu pikanterii, tych fajerwerków do okraszenia codzienności, dzięki czemu staje się ona bardzo niecodzienna.

Wreszcie na koniec zapytacie po co mi ta pasja. Właściwie po nic. Ale odkąd ją odkryłam, nie umiem żyć bez niej…

Mając trzydzieści lat martwiłam się, że odkryłam szybownictwo za późno. Właśnie wtedy spotkałam 75-letniego pilota, który swoją przygodę z lataniem rozpoczął w wieku 60 lat! Rozmowa z nim skłoniła mnie do rozpoczęcia projektu Spotkań z Pasją nie czekając, aż będzie idealny. Pierwszy raz w życiu uznałam wtedy, że czekanie aż świat przyniesie nie wiadomo co jest żałosne. Pasja jest odpowiedzią na potrzeby serca i jest dobra w każdym wieku.

Podsumowując, przypominają mi się słowa, że nie da się życia przejechać na gapę. Ciągle mam wrażenie, że brak pasji dziś może zemścić się łzą w oku kiedy będziemy na emeryturze, dlatego w ramach działań mojej fundacji prowadzę projekty, które mają prowokować do realizowania marzeń, pokazywać jak to robić i udowadniać, że nie taki diabeł straszny jak go malują. Żeby coś się w życiu zmieniło, trzeba wyjść z domu, bo cuda zdarzają się za progiem. Zapraszam zatem na „Spotkania z Pasją”!

www.spotkaniazpasja.pl