Dlaczego „Alkaliczny Styl Życia”? (cz. 2/2)


Beata Sokołowska, autorka książki „Alkaliczny styl życia” w wywiadzie dla Fundacji SLOWLAJF opowiada jak istotny wpływ ma dieta na poprawę jakości życia i radzenia sobie z wyzwaniami codzienności. Rozmawia Katarzyna Skoczek.

Część pierwszą wywiadu możecie przeczytać pod linkiem: Dlaczego „Alkaliczny Styl Życia”? (cz. 1/2)

Jak wytrwać? Jasno to opisujesz w swojej książce, motywujesz do wprowadzenia prostych zdrowych nawyków, ale w życiu, jak na sinusoidzie, czasem dbamy o siebie więcej, czasem mniej.

Słowo wytrwać kojarzy mi się z walką, a to już źle wróży, bo ile można walczyć? Najważniejsza jest zmiana w głowie. Patrzmy na to, co możemy. Znajdziemy ogromne bogactwo. Niech to stanie się przyjemnością, satysfakcją. Przy takim podejściu szybko zaczniemy dostrzegać możliwości nie przeszkody i różnorodność, którą mamy do dyspozycji. Każdy z nas chciałby zachować młodość, wysoki poziom zdolności umysłowych, dobrze wyglądać, jasno myśleć, mieć dobrą kondycję i ochotę na seks, być zdrowym, mieć energię na realizację marzeń, czuć się lekko, budzić się z radością na nowy dzień itd. Nie ma drogi na skróty.

Trzeba się za siebie wziąć, potraktować to jako styl życia, a nie czasowy program czy czasową dietę i stopniowo, krok za krokiem wprowadzać zmiany. Tyle ile możemy. Nie przejmować się też wpadkami. To nie ma być udręka tylko zmiana, z której wyniknie wiele korzyści. Nie tylko na poziomie ciała, ale też psychiki. No i pamiętajmy, że chodzi o to, aby jedne produkty zastąpić innymi, zmienić proporcje a nie całkowicie wyeliminować jakąś grupę produktów. Chodzi o to, by dostosować godziny snu tak, aby najwięcej czerpać z nocnego wypoczynku. By część wolnego czasu spędzanego na kanapie zastąpić aktywnością, która przyniesie nam przyjemność i będzie łatwo dostępna. Tak czy tak wszystko zaczyna się w głowie i ktoś kiedyś mądrze powiedział „możesz, jeśli myślisz, że możesz”. Zmiany nie wymagają dodatkowych nakładów czy to czasu, czy finansowych, tylko przeformułowania i zamiany jednego w inne (jednej aktywności w inną, jednych produktów na inne). Zawsze znajdują się możliwości, a kiedy już zaczniemy odczuwać korzyści – będzie coraz łatwiej aż w końcu stanie się to naturalne i przyjdzie dzień, kiedy zdziwimy się jak mogliśmy kiedyś inaczej. Tego wszystkim życzę. Pamiętajmy jaką mamy motywację i cieszmy się efektami. One zaczną pojawiać się szybko. Zmiany możemy wprowadzać stopniowo, choć jedna z nich jest tak ważna dla odczuwanych efektów, że powinna być zrobiona jednorazowo. Chodzi o eliminację żywności wysoko przetworzonej i typu fast food. Szczegółową listę takiej żywności podaję w książce. Wprowadzenie tej jednej zasady wiele nam da.

A jak wprowadzać zdrowe nawyki, jeśli partner ma odmienne poglądy, dzieci jedzą tylko ograniczoną liczbę produktów, etc. Widzę u moich przyjaciół, że można się przestawić całą rodziną. Znam też jednak przypadki dokładnie odwrotne, czyli przygotowywania trojakiego rodzaju posiłków…

Cóż, nie bardzo wyobrażam sobie aby gotować 3 różne rodzaje posiłków ze względu na różne preferencje domowników, o ile nie wynika to z potrzeb związanych z czyjąś chorobą i ograniczeniami z nią związanymi.
Kiedy sama wprowadzałam zmiany, nie patrzyłam na to, co chciałaby jeść moja córka, bo tym sposobem nigdy nie wprowadziłabym zdrowego odżywiania (byłoby to zbyt uciążliwe). Po prostu kiedy ja gotowałam było do jedzenia to, co było. Wiedziałam, że służy to zdrowiu, więc robię dobrze. Córka przyzwyczajona do innych smaków czasem jadła niechętnie. Nie zmuszałam jej, bo też wiedziałam, że je przynajmniej odżywcze, wartościowe jedzenie więc i tak jej organizm skorzysta więcej niż kiedy jadła wcześniej np. białe bułki z żółtym serem czy wędliną. Jadła mniej dobrego pełnoziarnistego chleba niż tych bułek, ale przynajmniej były to wartościowe węglowodany. Tym bardziej nie wyobrażam sobie aby osobną kuchnię prowadzić dla innej osoby dorosłej. Powiedziałabym kto gotuje, ten rządzi w kuchni. Trzeba to jakoś łagodnie z domownikami ustalić, omówić. Bo gotowanie kilku różnych obiadów jest zbyt uciążliwe i może być przyczyną niepowodzenia naszych osobistych starań. Pamiętajmy też, że chcemy aby nasi bliscy byli zdrowi, a nie ma nic równie ważnego dla zdrowia jak odpowiednie pożywienie. Jeśli zaczniemy używać przypraw i ziół – potrawy będą miały ciekawy smak i smaki domowników się zmienią.
Z kolei na czas szczególny, jakim jest np. oczyszczanie na poście warzywnym polecałabym aby nasze warzywne dania podawać też domownikom ale uzupełnione o coś jeszcze (kromkę chleba z masłem, rybę na parze, ser, kaszę, drób z grilla, trochę tłuszczów nnkt). Czyli serwować te same dania warzywne, tylko wzbogacone dodatkowo o coś, co łatwo przyrządzić.

Wszechobecny pęd, wytężona praca sprawiają, że dbanie o przemyślane odżywianie staje się dodatkowym wysiłkiem – brak na nie czasu i sił. Z jednej strony ugotowanie sobie kaszy z warzywami gotowej do wzięcia na drugi dzień do pracy jest banalne, z drugiej nawet na tą prostą czynność potrafi brakować przestrzeni. Dlaczego ludzie wkładają więcej energii w pracę, zaniedbując własne zdrowie? Skąd tak postawione priorytety?

Myślę, że z braku świadomości i wiedzy. Wciąż jeszcze często nie łączymy odżywiania ze zdrowiem. Gdyby tak było nie spotykalibyśmy na niedzielnych obiadach całych rodzin z małymi dziećmi w knajpach typu fast food przy frytkach, coli i innych takich. Lub osób kupujących chipsy i lizaki swoim dzieciom. Kto bowiem chce źle dla swoich dzieci? Zatem to niewiedza.
Z kolei czasem nawet kiedy mamy wiedzę, nie dociera ona do nas, bo nic się nie dzieje, czujemy się względnie dobrze żyjąc tak jak żyjemy i jest to gdzieś obok nas. Tak jakby nas nie dotyczyło. Rosnące statystyki przeróżnych problemów zdrowotnych także wydają się odległe i dotyczące tylko innych osób.
Gdybyśmy jednak spróbowali… choćby detoksu, który bardzo szybko przynosi efekty. I poczulibyśmy, że mimo iż dobrze się czujemy, to możemy czuć się jeszcze lepiej. To to mogłoby nam dać do myślenia i spowodować większe zainteresowanie. Bo trudno nie dostrzec poprawy samopoczucia. A wiele osób nawet nie zdaje sobie sprawy, że może czuć się lepiej.
Kiedy jesteśmy wypoczęci, organizm jest dobrze odżywiony, to pracujemy bardziej efektywnie, zwiększają się nasze zdolności umysłowe, rzadziej popełniamy błędy itd. Więc zadbanie o siebie powinno być absolutnym priorytetem dla osób, dla których priorytetem jest praca. Ale tutaj także brakuje świadomości. Nie jest o nią łatwo, bo pogarszanie się stanu organizmu następuje najczęściej bardzo stopniowo i tych stopniowych niekorzystnych zmian nie dostrzegamy. Choroby rozwijają się latami by dać o sobie znać. Więc taką świadomość najlepiej uzyskać przez doświadczenie. Ale trzeba mieć wolę jego spróbowania.
Jeśli chodzi o brak przestrzeni na przygotowanie posiłku, można zacząć od zdrowych wyborów w miejscach, w których się żywimy na zewnątrz. Niekoniecznie przecież trzeba korzystać z dań skomponowanych w menu, ale sami możemy skomponować posiłek. Zawsze jest jakieś wyjście jeśli nasza motywacja jest wystarczająca by naprawdę chcieć o siebie zadbać.

Jak udaje Ci się godzić dbałość o odżywianie, regularne detoksy, z pracą zawodową?

Teraz to już mam bardzo prosto, bo od kilku lat prowadzę działalność, w której główna część mojej pracy to praca z komputerem. Poza tym córka ma już 22 lata i w pewnym sensie jest samodzielna.
Ale był czas, kiedy Ania była mała (nie jadała obiadów w szkole tylko w domu, poza tym ze względu na miejsce zamieszkania trzeba ją było odwozić do szkoły i na różne zajęcia) ja miałam firmę, w której musiałam być w pracy codziennie i ciągle coś było do załatwienia, nie wspominając o ciągłych problemach kiedy działalność nie do końca idzie tak, jak się spodziewamy. Dodatkowo studiowałam psychologię kliniczną, gdzie w pierwszych latach było dużo zajęć (3 weekendy w miesiącu) i sporo nauki. I jakoś udawało się to ogarnąć. Po prostu dbanie o siebie stało się priorytetem. Odżywianie było kwestią zmiany nawyków z jakich produktów gotuję. A detoks raz czy dwa w roku – do zrobienia. Zwłaszcza jeśli mówimy o poście warzywnym a nie pełnej głodówce. Choć i pełną głodówkę zdarzyło mi się przeprowadzać pracując i studiując. Znowu mam poczucie, że wszystko trzeba zacząć od przeformułowania w głowie.
Bardzo pomagało mi upraszczanie myślenia o jedzeniu. Gdy brakowało czasu to jak najprościej, byleby zdrowo (i tak jest do tej pory). Potrafiłam więc kupić gotowy szpinak w barze i zjeść go z kaszą. I to traktowałam jak obiad. Uświadomiłam sobie, że zjedzony owoc to także posiłek. To coś jakby pozbyć się z głowy schematów jak powinien wyglądać obiad czy w ogóle posiłek. Zupa zwykle była w domu – gotowana z zapasem na 3 dni tak, aby zawsze było coś ciepłego do zjedzenia. Sałatki były pełnym posiłkiem, a przecież w najprostszych wersjach przyrządza się je szybko. Do tego kromka pełnoziarnistego dobrego chleba i już można się zdrowo najeść. Więc znowu wracamy do tego co jeść. Zarówno na zewnątrz da się wybierać zdrowsze jedzenie jak i w domu, można szybko przyrządzić coś, co będzie nas odżywiało. To gotowanie polskiej kuchni, mięsnych zup, sosów, gulaszy, kotletów itp. jest czasochłonne.

Znasz poczucie winy, że się wysypiasz? Przecież trzeba gnać nie spać… Mam poczucie że dzisiejsze czasy kreują takie przekonania; ten kto się wysypia popełnia niemalże grzech.

Pośpiech i gonitwa to syndrom naszych czasów. Osobiście nie mam poczucia winy. Czuję jak inaczej funkcjonuję, kiedy jestem wyspana i dobrze wypoczęta (poza długością snu ma tu ogromne znaczenie godzina, o której się kładziemy). Na pewno mam lepszy humor, lepszą koncentrację, jestem bardziej wydajna, wykonuję obowiązki sprawniej i z większą ochotą, nie zapominam i popełniam mniej błędów. To dotyczy każdego, tylko nie wszyscy czują siebie lub zwracają uwagę na siebie na tyle, by zauważyć ogromną różnicę, nie tylko dla stanu wypoczęcia, ale też dla pracy, relacji z bliskimi, jakości całego dnia, dystansu do problemów, radzenia sobie ze stresem. Sen jest jednym z najważniejszych elementów. To bardzo niedobrze, że chcemy robić coś kosztem snu. Z moich obserwacji jednak wynika, że najczęściej to nie praca (czy zawodowa czy domowa) powstrzymuje nas od snu, ale trudność odmówienia sobie surfowania po internecie bądź oglądania telewizji itp.. Trzeba sobie zadać pytanie – czy chcę się dobrze czuć? Czy mam wystarczającą ilość energii? Czy jestem zadowolony/a ze swojej koncentracji, zdolności umysłowych lub wagi ciała? Gdyby ktoś nie wiedział, to niedosypianie sprzyja też tyciu.
W życiu są priorytety. Dla mnie takim priorytetem jest zdrowie i dobre samopoczucie. Może dlatego, że wiem co to znaczy nie być zdrową i też w drugą stronę – co to znaczy czuć się naprawdę dobrze. Czy ktoś otwarcie i szczerze może powiedzieć, że nie zależy mu ani na zdrowiu, ani na tym by dobrze się czuć, ani na tym jak pracuje i jak wygląda??
Jeśli zależy – to trzeba wiedzieć, że sen jest równie ważny jak to, co jadamy.

Jakich rad udzieliłabyś ludziom zagonionym, pracującym bardzo intensywnie w korporacjach i nie tylko, jakimi krokami mogą zacząć zwracać uwagę na znaczenie zdrowych nawyków w swoim życiu?

Dla wielu osób praca jest pasją. I wtedy oddajemy się jej bez reszty, czerpiąc z niej energię, satysfakcję, endorfiny. Są też osoby, które mają więcej energii niż inne. Wynika to z rożnych uwarunkowań, jak np. genetyczne, środowiskowe (choroby w dzieciństwie, sposób odżywiania), konstytucja ciała. Jeśli żyjąc intensywnie czujemy się dobrze, jesteśmy wypoczęci, to wystarczy zadbać o odpowiednie nawadnianie i jedzenie, a wszystko jest ok. Takie osoby to jednak wyjątki, na które czasem powołujemy się w przykładach, mówiąc „pił i zdrowo dożył setki”. Nieliczni szczęśliwcy.
Jeśli natomiast zaczynamy łapać infekcje, doświadczać różnych dolegliwości jak np. bóle, czy niestrawność, budzimy się zmęczeni, doświadczamy mało radości życia, tyjemy, czujemy ciągłe osłabienie, czujemy niepokój, źle sypiamy, czujemy apatię, mamy osłabioną pamięć itd. – chodzi o jakiekolwiek dolegliwości ze strony ciała i psychiki – to trzeba się zastanowić, ponieważ świadczy to o pogarszającym się stanie organizmu i albo coś z tym zrobimy, albo on dalej będzie się pogarszał. A konsekwencje mogą być różne, w tym te najgorsze, czyli przewlekłe choroby totalnie obniżające komfort i jakość życia. Chcemy mieć czy być? Bo jedno najczęściej przeczy drugiemu. Kolejne generowanie potrzeb materialnych i tak nas nie zaspokoi, bo będą pojawiały się nowe. Ale za ich zaspokojenie trzeba zapłacić czasem poświęconym na to, by je zdobyć. A jeśli czas, to kosztem innych obszarów życia, często zaniedbanych, bo przecież doby nie da się rozciągnąć.
Znaczenia zdrowych nawyków da się doświadczyć przeprowadzając detoks. Dlatego polecam go każdemu. A potem można zweryfikować czy samopoczucie mi się podobało, czy chcę częściej się tak czuć? To dobry start do refleksji i doświadczenia potencjalnych korzyści jakie niosą za sobą zdrowe nawyki. Znając „lepszy” stan prawdopodobnie będzie nam łatwiej zweryfikować styl naszego życia.
Jednak są też osoby, które nawet już chorują a nie są w stanie zwolnić ani się zastanowić. Wtedy to już chyba tylko gruntowna terapia psychologiczna lub sesje z coachem mogą pomóc dostrzec coś, co byłoby zapłonem do zmiany. Sama osoba nie wie, nie widzi, ignoruje, nie wierzy itd. i bez pomocy trudno jest jej dostrzec i powiązać przyczyny ze skutkami oraz zobaczyć możliwości poprawy.

Może dajmy na start prostą wskazówkę – co jest niezbędne dla odżywiania mózgu? jakie dzienne menu zaproponowałabyś dla osób intensywnie pracujących?

Zielone warzywa i zielone części roślin z uwagi na dużą zawartość magnezu. Orzechy, pestki, oleje i ryby bogate w tłuszcze NNKT (niezbędne dla prawidłowej pracy mózgu). Poza tym nasiona, kasze, produkty pełnoziarniste i rośliny strączkowe, czyli inaczej węglowodany złożone dostarczające glukozy potrzebnej dla dobrej pracy mózgu. Warzywa i owoce ze względu na potas potrzebny dla prawidłowego dotlenienia mózgu. Zioła i przyprawy wspomagające dobre ukrwienie a tym samym poprawę zdolności umysłowych np. cynamon, imbir, bazylia, pieprz cayenne, tymianek. W ogóle zioła i przyprawy ponieważ wspomagają one procesy trawienne a więc też i przyswajanie składników odżywczych, często wpływają też łagodząco na stres i na dobry sen, a wypoczynek sprzyja wydajnej pracy mózgu. W takich produktach znajdziemy też niezbędne dla dobrej pracy mózgu witaminy z grupy B, cynk, żelazo, witaminy A, C, E.
Ale przede wszystkim ważne jest wyeliminowanie chemikaliów i tłuszczów trans pochodzących z wysoko przetworzonej żywności, które zużywają nasze zasoby, powodują ociężałość, zmęczenie, coraz większe gromadzenie toksyn w organizmie, z których wydalaniem przestaje on sobie radzić co zdecydowanie osłabia procesy myślenia i koncentrację.
Ważne dla mózgu jest też odpowiednie nawadnianie i ruch. No i oczywiście wysypianie się – podstawa.
Brzmi znajomo? Odwołuję się czasem do tego, że nie ma różnych diet i stylów życia wspierających różne narządy. Organizm to całość. Jeśli żyjemy i jadamy dobrze to wspomagamy zarówno mózg, jak i serce, wątrobę, nerki, jelita itd. Owszem są poszczególne produkty, które bardziej działają na jakąś część naszego ciała. Przykładem jeśli chodzi o mózg mogą być np. zioła: miłorząb japoński czy żeń-szeń. Ale optymalny sposób odżywiania i stylu życia pozostaje ten sam.

Przeczytałam błyskawicznie Twoją książkę, zdecydowanie Warto ją przeczytać, niezależnie od etapu na którym się jest i poziomu wiedzy, który się ma. Jest unikalnym zestawieniem kompendium wiedzy i motywatora w jednym. Co chciałabyś powiedzieć na podsumowanie naszej rozmowy, czym dodatkowo zachęcić tych, którzy jeszcze nie są pewni czy idea, którą niesiesz, jest dla nich?

Chciałabym podkreślić, że ta idea jest dla każdego (nie licząc chorób wymagających specjalnych zaleceń). Co najwyżej proporcje mogą się nieco zmieniać (np. ilości pożywienia gotowanego do surowego, wielkości posiłków, ilości wypijanych płynów itd.). Są też okresy wykluczające z detoksu jak np. ciąża, okres karmienia, czy rekonwalescencja po przebytej chorobie. Poza tym każdy może mieć tylko korzyści, które zaprocentują w różnych obszarach życia.
Wiem, że gdybym nie wprowadziła zmian, o których mówię, dzisiaj byłoby ze mną bardzo źle. To najlepsze co można zrobić dla siebie i skorzysta na tym nasza praca, nasza rodzina, nasze życie seksualne, nasze poczucie własnej wartości, nasze zdrowie, nasze codzienne samopoczucie, nasz wygląd itd. Zachęcam by spróbować a dopiero potem odpowiedzieć sobie na pytanie czy warto. Ja wiem, że warto!!