Czyli co z tym wypaleniem? Po polsku … - SlowLajf

Wypalenie zawodowe

Zagadnienie wypalenia zawodowego nie jest tematem szczególnie nowym. Problematyka stresu zawodowego może uchodzić za klasyczną wśród obszarów psychologicznych zainteresowań, bo zgłębiana pozostaje od niemal stulecia (Selye, A syndrom producted by diverse nocuous agent. Nature, 1936). Samo pojęcie wypalenia zawodowego wprowadzono do psychologicznego obiegu ponad 30 lat temu, a matką chrzestną tegoż została Christina Maslach z jej pionierskim, rozwijanym później przez lata artykule „Burnt-out” wydrukowanym w Human Behaviour w 1976 r.

Zasięg wypalenia zawodowego

W Polsce za najbardziej klasyczną i kompletną pozycję podsumowująca wieloletnie badania Maslach uchodzi „Prawda o wypaleniu zawodowym. Co robić ze stresem w organizacji” z 1997 r. napisana we współpracy z Michael P. Leiter.

Już wtedy autorka podważyła swoje pierwotne założenia, że wypalenie dotyczy zwłaszcza zawodów tzw. użyteczności społecznej, związanych z bezpośrednimi, częstymi i nacechowanymi emocjonalnie kontaktami z dużą grupą ludzi. Okazuje się, że lekarze i pracownicy socjalni muszą się tym zjawiskiem podzielić, i to szczodrze, z przedstawicielami zawodów uchodzących za mniej służebne. „Czas, w którym pojawia się ta książka, jest szczególny” – pisze Pani Christina, a przypomnijmy, że jest to zamierzchła, jak dla nas, połowa lat siedemdziesiątych – „kilka lat temu napisalibyśmy ją inaczej. Wtedy skoncentrowalibyśmy się na zawodach użyteczności społecznej, wymagających intensywnych kontaktów z ludźmi- tam wypalenia zawodowe było zawsze poważnym problemem. Dziś, wraz ze zmianami ekonomicznymi, wypalenie stało się zjawiskiem dużo szerszym i jest poważnym tematem w znacznie większej liczbie zawodów”. (Ch. Maslach, „Prawda o wypaleniu zawodowym. Co robić ze stresem w organizacji”, 1976, s. 12).

Czy to już epidemia?

Kochana Pani Christino! – chciałoby się powiedzieć czterdzieści ponad lat później – jakże bardzo rzeczywistość przerosła Pani troskliwe obawy! Dzisiaj określenia „dużo szersze zjawisko” czy „znacznie większa liczba zawodów” brzmią jak nieśmiały eufemizm. Stwierdzenia „wypalenia zawodowe osiąga rozmiary epidemii wśród pracowników Ameryki Północnej” (tamże, s. 15) również trąci myszką i zdaje się być ledwie sygnałem zapowiadającym prawdziwą tragedię obejmującej swym ponurym zasięgiem coraz więcej państw i społeczeństw. Państw i społeczeństw, o ironio, które uważane są i same uważają się za najbardziej rozwinięte we współczesnym świecie. Nie ma już najmniejszej wątpliwości, że w stosunku do wypalenia zawodowego uzasadnione jest określenie ogólnoświatowej pandemii.

Stres w miejscu pracy

Nie ma przy tym znaczenia, jaką definicję wypalenia przyjmiemy i tak częścią wspólną i zasadniczą okaże się przewlekły stres doświadczany w miejscu pracy. Badania wykazują, że ok. 75% osób czynnych zawodowo ocenia swoją pracę jako stresującą, około zaś 40% jako ekstremalnie stresującą (za Spielberger, C. 2001. Measuring stress In the workplace. Paper presented AT the 22. International Conference of Stress and Anxiety Research Society, Palma de Mallorca, Spain 12-14 July). Pracę, która stanowi wszak oś wokół której toczy się nasze życie! Pracę, która w tak ogromnej mierze definiuje nasze życie, nasza kondycję i postrzeganie siebie!

Skoro średnia ogólnoświatowa przedstawia się tak katastrofalnie aż strach pytać o uczciwy wynik określający poziom stresu polskiego pracownika… Medialne doniesienia bija na alarm:
Wśród 8 europejskich krajów, najbardziej zestresowani są polscy pracownicy. Aż 22 proc. z nich deklaruje, że codziennie doświadcza stresu w miejscu pracy. Dla porównania wśród hiszpańskich pracowników, którzy znajdują się na drugim biegunie, wskaźnik odczuwania codziennego stresu wynosi 10 proc. – wynika z najnowszego raportu ADP „The Workforce View in Europe 2017″. Ponadto w Polsce prawie połowa respondentów (46 proc.) twierdzi, że doświadcza stresu w pracy często lub bardzo często. (za: Business Insider)

Co ciekawe: „Podobnie, jak w skali całej Europy, wśród polskich pracowników większy poziom stresu deklarują kobiety. Aż 47 proc. respondentek twierdzi, iż doświadcza stresu często lub bardzo często, podczas gdy podobne zdanie ma 42 proc. mężczyzn.” (za: Business Insider)
Społeczne koszty – cóż jak nie koszty może najbardziej obudzić największe zainteresowanie tzw. wpływowych gremiów ?- są nie do oszacowania. Dość powiedzieć, że wydatki NFZ związane z absencjami w pracy z powodu problemów natury psychicznej w ciągu ostatnich kilku lat wzrosły dziesięciokrotnie. W 2014 roku Zakład Ubezpieczeń Społecznych przeprowadził badania w Polsce, z których wynika, że liczba dni straconych z powodu stresu w pracy wyniosła w 2013 roku około 77 888,33 tys. dni, a koszty społeczne z tytułu absencji spowodowanej stresem zawodowym w sektorze przedsiębiorstw w Polsce szacuje się na około 9,5 mld złotych rocznie (za: Business Insider).

Cholera XXI wieku

Jak by nie patrzeć i gdzie by nie dotknąć, nie sposób przejść obojętnie nad zjawiskiem unieszczęśliwiającm ¾ aktywnej, czynnej i stanowiącej o kondycji całości społeczeństwa grupie ludzi.
Cóż to jest za przysłowiowa, i wcale tu nie od rzeczy przywoływana, cholera XXI wieku?!
Wspominana już szacowna matka pojęcia wypalenia zawodowego, Pani Christina Maslach twierdzi, „że wypalenie zawodowe jest psychologicznym zespołem wyczerpania emocjonalnego, depersonalizacji oraz obniżonego poczucia dokonań osobistych”. (Ch. M. tamże, s. 13). Przekładając to na język i doświadczenie, jak mniemam, nam bardziej przystępne, wypalenie to ten moment, kiedy tak nam się już nazbierało, że zaczynamy mieć w nosie (lub i gdzie indziej) nie tylko osoby, z którymi się zawodowo stykamy, ale i swoje własne wysiłki i pragnienia. Maslach wyjaśnia dalej, że wymienione objawy wystąpić mogą u pracujących z innymi ludźmi w pewien określony sposób, na który składają się: duży stopień zaangażowania emocjonalnego w relacje między jednostkami, duży stopień odpowiedzialności za efekty własnej pracy oraz niemożność postawienia granicy między pracą, a życiem osobistym (Ch.Maslach, tamże).

Czy ten opis nie nasuwa od razu podejrzenia, że na wypalenie zawodowe narażeni są zwłaszcza ci, którzy podchodzą do swojej pracy poważnie, z zaangażowaniem i z poczuciem, że stanowi ona ważny element ich życia? Że to ci, którzy innych ludzi traktują z empatią i – co ważne – poświęcają im swoje najwartościowsze zasoby: czas, serce, szczerą uwagę… To oni doświadczają w którymś momencie znacznego uszczuplenia zasobów emocjonalnych, psychicznych oraz, niejednokrotnie, fizycznych. Właśnie ci, którzy dają z siebie naprawdę dużo, a w swoich trudnościach i kryzysach nie czują wsparcia społecznego, najpewniej zmierzają ku wypaleniu. (por. Patrycja Stawiarska, Wypalenie zawodowe w perspektywie wyzwań współczesnego świata, 2016)

Kim byli wcześniej wypaleni?

Stają mi tu przed oczami całe zastępy ludzi, którzy zdają się mieć do wszystkiego, co wiąże się z ich pracą „spory dystans”, a swoich klientów, pacjentów, interesantów traktują bez śladu empatii, czy choćby zainteresowania. Odwalają, jak mówią, swoje i bez cienia zawahania zamykają swoje zawodowe okienko punkt 15.00, choćby błagalnie patrzyły zza niego oczy interesanta. Widząc taką postawę zawsze zadaje sobie pytanie, kim byli wcześniej ci Państwo? Skoro, jak mówi inny klasyk, „syndrom traktowany jest jako: stan zmęczenia, frustracji, wynikający z poświęcenia się jakiejś sprawie, sposobowi życia który nie przyniósł oczekiwanej nagrody” (Freudenberg H.J., Richelson, G. „Burnout. The High cost of High Achivement”. New York 1980) Skoro jest to, jak piszą inni „stan fizycznego, emocjonalnego i psychicznego wyczerpania spowodowany długotrwałym zaangażowaniem w sytuacje, które są emocjonalnie obciążające; proces utraty złudzeń i rozczarowanie w obliczu zobowiązań, które kończą się niepowodzeniem i nie dają poczucia satysfakcji zawodowej i tym samym życiowej …” (por. Pines, 2000) Skoro to wszystko, to znaczy, że kiedyś zobojętniały ten typ miał w sercu wielkie pragnienia czynienia dobra i zmieniania świata na lepszy? Czyż nie?
Co sprawiło, że niegdyś pełen wiary i dobrych intencji człowiek dzisiaj nie jest w stanie czy nawet już nie chce wykrzesać z siebie więcej niż jest to absolutnie konieczne do utrzymania status quo?

Truizmem jest stwierdzenie, że współczesny człowiek podlega w trakcie życia znacznie większej dawce stresu niż jego rodzic, dziad czy pradziad. Nie mówimy tu bowiem o traumach wojny, głodu czy innych kataklizmów spadających na naszych przodków. Chodzi o długotrwały, ciągły i uporczywy stres związany z realizacją podstawowych ról społecznych, z którym nie jesteśmy w stanie radzić sobie w adekwatny sposób. Gdzie leży jego źródło i dlaczego tak często nie mamy skutecznego sposobu radzenia sobie z nim?

Czy jesteśmy w stanie odpowiedzieć na pytanie dotyczące najbardziej niszczącego nas od wieków zjawiska?

„Pod względem tego, co możemy w zewnętrznym świecie mierzyć i obserwować, istoty ludzkie dokonują ogromnych postępów. Sportowcy biją rekordy. Naukowcy coraz wnikliwiej rozumieją przyczyny chorób i odkrywają nowe sposoby ich leczenia. Technika stwarza wciąż nowe możliwości, urządzenia stają się coraz bardziej wielofunkcyjne i coraz tańsze w produkcji. Jednak pomimo tych nadzwyczajnych osiągnięć zewnętrznych, zdumiewająco mało uwagi poświęcamy na lepsze zrozumienie naszego świata wewnętrznego. Zgromadziliśmy ogromną wiedzę, ale żałośnie mało wiemy o sobie”
(Tony, Schwartz, Taka praca nie ma sensu, 2010)

Niestety, przyjdzie mi się zgodzić zarówno z tą opinią autora poczytnej książki o sposobach radzenia sobie z wyzwaniami współczesnej pracy, jak i z tą, którą cytuje on za Robertem Kegan i Lisą Lahey, psychologami z Harvardu: „Jesteśmy już najbardziej doinformowanymi i najmniej refleksyjnymi ludźmi w całych dziejach cywilizacji”.
Komu więc refleksję? Komu? C.d.n.